Kremy "liftingujące" nie napinają mięśni, a to one trzymają policzki na miejscu. Sprawdzamy, co robią gabinety, ile to kosztuje i czy da się ten mechanizm przenieść do domu.
Znasz ten moment. Przypadkowe zdjęcie z rodzinnego obiadu, spojrzenie w lustro w windzie, kamerka na służbowym callu. Twarz, którą widzisz, jest jakby cięższa niż ta, którą pamiętasz. Linia żuchwy mniej wyraźna, policzki niżej, cera bez światła.
Kupujesz kolejny krem "liftingujący". Po dwóch miesiącach słoiczek stoi pusty, a lustro pokazuje to samo. I tu jest sedno: to nie twoja wina i nie wina kremu. Krem po prostu nie ma jak zrobić tego, czego potrzebuje twarz po 45-tce.
Po czterdziestce skóra traci około 1% kolagenu rocznie. To wiesz z każdej reklamy. Ale jest drugi proces, o którym mówi się dużo rzadziej: mięśnie twarzy stopniowo tracą napięcie. A to właśnie one, jak rusztowanie, trzymają policzki i linię żuchwy na miejscu. Najpierw widać to pod brodą i na linii żuchwy, potem na szyi.
Do tego zwalnia mikrokrążenie. Skóra dostaje mniej tlenu i składników odżywczych, więc wygląda szaro i "płasko" nawet po przespanej nocy.
Teraz spójrz na swój krem. Działa na naskórek, czyli na samą powierzchnię. Nie napina mięśni. Nie pobudza krążenia na tyle głęboko. Dlatego właśnie "nic nie działa", choć robisz wszystko, co każą.
Kosmetolodzy od lat używają na to trzech technologii:
Problem? Pojedyncza wizyta to zwykle 200 do 400 zł, a po efekt trzeba wracać co kilka tygodni. Przy regularnych wizytach robi się z tego kilka tysięcy złotych rocznie. Plus dojazdy, rezerwacje i szukanie terminu między pracą a domem.
InnoGlow: światło LED (7 kolorów), mikroprądy EMS i ciepło 45°C w jednym smukłym urządzeniu. Fot. materiały producenta
Dokładnie z tej obserwacji powstał InnoGlow: jedno urządzenie, które łączy wszystkie trzy gabinetowe technologie w jednym, pięciominutowym rytuale. Czerwone światło 630 nm, mikroprądy EMS i ciepło 45°C działają razem, w tej samej smukłej "różdżce" do domowego użycia. Zamiast serii kosztownych zabiegów u kosmetyczki, jedno urządzenie na Twojej toaletce.
"Brzmi jak kolejny gadżet." Wiem. Tak myśli większość kobiet, które je kupują. Zwykle do trzeciego tygodnia, kiedy w lustrze widzą wyraźniejszą linię żuchwy. Rozświetlenie i mniejszą poranną opuchliznę wiele kobiet zauważa już w kilka dni, na jędrniejszy owal warto dać sobie 4 do 8 tygodni regularności. A na spokojną próbę masz 60 dni ze zwrotem pieniędzy, o tym za chwilę.
Pięć minut wieczorem na kanapie, na oczyszczoną skórę z serum. Fot. materiały producenta
Używa się go prościej, niż brzmi: wieczorem, na oczyszczoną skórę z żelem lub serum, przesuwasz urządzenie po twarzy i szyi ku górze. Pięć minut, na przykład przy serialu. Tyle samo, co przewijanie telefonu, tylko że tym razem coś z tego zostaje na Twojej twarzy.
Tak o urządzeniu piszą kobiety, które kupiły je wcześniej (średnia ocen: 4,74/5 z 513 ocen):
Wizualizacja efektu: wieczorem i po serii wieczornych rytuałów. Fot. materiały producenta
"Po trzech tygodniach linia żuchwy wyraźnie się napięła, szyja też wygląda młodziej. Córka zapytała, co zmieniłam, bo wyglądam na wypoczętą. Szkoda, że nie zaczęłam wcześniej."
"Rano mniej worków pod oczami i opuchlizny, twarz wygląda świeżo. Znów lubię patrzeć na siebie w lustrze. Zamiast drogich zabiegów w gabinecie mam to na własnej toaletce."
"Wieczorny rytuał, na który naprawdę czekam. Pięć minut dla siebie, a drobne zmarszczki wokół ust jakby się wygładziły. Cera rozświetlona, wygląda zdrowo, a znajome pytają, czy byłam na urlopie."
"Działa, choć bateria mogłaby trzymać trochę dłużej. Ale efekt rozświetlenia naprawdę super, owal bardziej napięty i czuję się pewniej nawet bez makijażu. Warto."
Nawet jeśli urządzenie zastąpi ci tylko część wizyt, różnica zostaje w twoim portfelu. A jest twoje na zawsze, nie na 45 minut.
Urządzenie ma certyfikaty CE i RoHS, działa bez igieł i bez naruszania skóry. Jeśli jesteś w ciąży, masz rozrusznik serca lub chorobę skóry, skonsultuj użycie z lekarzem.
Pięć minut wieczorem. Większość kobiet robi zabieg przy serialu albo tuż przed kremem na noc. To mniej czasu, niż zajmuje dojazd na jedną wizytę do gabinetu.
Zdrowy sceptycyzm. Dlatego zamiast obiecywać cuda, mówimy wprost: rozświetlenie i mniejszą poranną opuchliznę wiele kobiet widzi szybko, ale na jędrność i kontur potrzeba 4 do 8 tygodni regularności. Pięć minut dziennie to cena wejścia. Jeśli nie jesteś gotowa na tyle, uczciwie: nie kupuj.
Każda skóra jest inna i tempo efektów bywa różne. Dlatego masz 60 dni na spokojną próbę w domu. Jeśli nie zobaczysz różnicy w lustrze, odsyłasz urządzenie i dostajesz zwrot 100% ceny. Bez pytań. A na sprzęt dostajesz 2 lata gwarancji producenta, czyli dokładnie to, czego brakuje najtańszym urządzeniom z marketplace'ów, które padają po kilku miesiącach.
Pierwsza: odkładasz telefon i za pół roku kupujesz kolejny krem, licząc, że tym razem będzie inaczej.
Druga: testujesz przez 60 dni technologię, której gabinety używają od lat, płacąc raz 199 zł zamiast setek złotych za każdą wizytę. Jeśli nie zadziała, oddajesz i nic nie tracisz.
Nie chodzi o to, żeby znów wyglądać na dwadzieścia lat. Chodzi o to, żeby twarz w lustrze pasowała do energii, którą masz w środku.
Skoro doczytałaś aż tutaj, jakaś część ciebie już wie, że sam krem to za mało.
Nie chodzi o to, by cofnąć czas. Chodzi o to, by znów lubić swoje odbicie. Fot. materiały producenta
Sprawdź dostępność InnoGlow →